Elita o ceny się nie potyka

Alexander Wang. New York Fashion Week 2010.
autor: Georg Petschnigg from Seattle

Jeszcze ponad 10 lat temu, gdy projektanci zamykali się tylko w swoich domach handlowych, to powiedzenie mogłoby mieć swoją wartość. Wówczas na drogocenne wyroby artystów mogli sobie pozwolić tylko ci, dla których liczba zer na matce nie stanowi żadnej przeszkody. Jednak w dobie dobrze prosperujących sieciówek nawet klienci z uboższą zawartością portfela mogą przekonać się, jak to jest przymierzać, kupować, a końcu nosić rzeczy autorstwa cenionych projektantów.

Nie bez przyczyny wspominam o tym w czasie, gdy spora część miłośników mody oczekuje najnowszej kolekcji Alexandra Wanga współpracującego z wszystkim nam bardzo dobrze znaną siecią H&M. Już 6 listopada wiele z tych osób wyjdzie ze sklepu dumnym krokiem, pomachując torbą opatrzoną logiem znanego projektanta, bo taki jest też nakaz pakowania prestiżowych zakupów dla mass.

Powiedzieć, że wszyscy kochamy H&M byłoby pewnie przesadą, zważywszy na to, że nie każdy ma pozytywny stosunek do sieciówek i niektórzy, tak samo jak ja, wolą kupować częściej, więcej i za mniejsze pieniądze w second-handach. Jednak nikt nie powinien zaprzeczyć stwierdzeniu, że szwedzka marka przyczyniła się znacząco do demokratyzacji mody. H&M nie był prekursorem na tym polu. Pierwsze próby wprowadzenia wyrobów projektantów do sieciówek datuje się na 1983 rok. Wtedy artysta, Halston, odniósł porażkę, jego projekt nie przyjął się, ale o idei nie zapomniano. Dzięki temu od 10 lat ubrania przeznaczone do tej pory wyłącznie na wybiegi i czerwone dywany są dostępne również dla człowieka o skromnej zawartości portfela. Chociaż wciąż nie w takim samym stopniu, w jakim osiągalne są klasyczne jeansy ze standardowej kolekcji.

Oczywiście umowa zawierana między sieciówką a projektantem jest swego rodzaju kompromisem między nimi. Zapewnia sklepowi możliwość sprzedaży markowych ubrań w drastycznie niskich cenach (drastycznie, w porównaniu z wartością, jaką miałyby, gdyby pochodziły bezpośrednio od projektanta). Natomiast artysta wciąż nie traci swojej elitarności – ubrania trafiają tylko do niektórych sklepów na świecie, a ich liczba jest ograniczona.

Choć to zjawisko nazywa się prestiżem dla mass, nazwa wydaje się dosyć niefortunna. Rzeczywiście produkty sławnych projektantów trafiają do szerszego grona odbiorców, ale niestety to grono wciąż jest bardzo nieliczne. Osoby, które dokonają udanego zakupu wciąż należą do elit, w końcu kolekcje nie dosięgną mieszkańców  mniejszych miejscowości, a nawet nie każdemu chętnemu z większych miast uda się upolować cenną zdobycz. Chociaż może fenomen tego zjawiska ma polegać właśnie na samym polowaniu? Więc teraz należałoby powiedzieć: elita o tłumy się nie potyka. 

H&M

Share this:

,

CONVERSATION

11 komentarze:

  1. Jazusie, jaki profesjonalny blog, niby wpadłam przez przypadek, a tu taka niespodzianka.
    Zostaje na dłużej i czekam na kolejnego posta.
    Zapraszam: www.kawalekomnie.blogspot.com

    Pozdrawiam ciepło, Ada :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. czytałam o tym właśnie osttanio i ciekawa jestem czy załapię się na jakąś rzecz jego projektu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydarzenie, nie-wydarzenie, prestiż czy nie, mnie i tak nie będzie stać na markowe ubrania, nawet te z sieciówek. I nie mówię tego wcale z goryczą. Jest mi to po prostu obojętne. Co nie zmienia faktu, że tekst ciekawy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy blog. Zapraszam do mnie.
    Męski blog o modzie i lifestyl'u.

    http://gabriel-data.blogspot.com/

    Obserwacja za obserwację?
    Zaobserwuj, zobaczę zrobię to samo!
    Na końcu komentarza dopisz: "Obserwuję"
    www.gabriel-data.blogspot.com - KLIK
    Fashion Projects

    OdpowiedzUsuń
  5. bez wątpienia to świetna okazja, by kupić ubrania nie w tak niebotycznych cenach - mam na myśli oczywiście kolaboracje projektantów z sieciówkami.
    staje się to co raz bardziej popularne i nie tylko H&M się w to bawi, swoją drogą ostatnia kolekcja Jean Paul Gaultier dla Lindex też jest warta uwagi.
    a co do Alexandra Wanga dla H&M to bardzo gorąca data, sama wyczekuję niecierpliwie, choć niestety zapewne ciężko będzie ją zdobyć w normalnych cenach, zważywszy na fakt, że będzie dostępna tylko w 2 sklepach w Polsce.

    pozdrawiam!
    jesuswannatouchme.
    <3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny artykuł bardzo celne spostrzeżenia :) ale niestety , mylę, że takie akcje mają głównie charakter promocyjny. popyt większy niż ilość ubrań, a ceny jednak znacznie wyższe niż standardowe w danej sieciówce :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że wybiorę się tam, kiedy emocje szalonych wyczekujących kolekcji trochę opadną :D

    OdpowiedzUsuń
  8. nie słyszałam że coś takiego będzie w hm ale chyba widziałam to wcześniej ;)
    szczerze mówiąc nie bardzo do mnie przemawiają takie ubrania drogich projektantów, duzo bardziej wolę te z sieciówek lub second handów :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe spostrzeżenia. Mimo tego uważam, że czasami nie warto rzucać się w takie akcje. Są piękne rzeczy dla których nie trzeba stać długich kolejek i są tańsze ;)
    Dzięki za odwiedziny i ciepłe słowa ;) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie zawsze zastanawia jakość tych ciuchów. Nawet jeśli projektowane przez "specjalistę" niestety często ciuchy te okazują się szmatkami.

    OdpowiedzUsuń